Kaunertal i Pitztal - czyli pierwsze zetknięcie z lodowcem


Po tygodniowej nieobecności powróciłam cała i zdrowa z wyprawy na lodowiec.
Okazało się, że żadne górskie widoki jakie miałam okazję w życiu zobaczyć nie równają się z tym, co zobaczyłam w Kauneral, a tym bardziej z tym, co zobaczyłam w Pitztal!
Wierzcie mi, patrząc na ten ogrom gór rysujących się przede mną stwarzał poczucie zaszczytu – zaszczytu możności skorzystania z tak majestatycznego daru natury.


Jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie wyjazd zorganizował mój M. - jak zawsze niezastąpiony we wszystkim wykonał swoje zadanie bezbłędnie.

Lodowiec – piękny niczym nieśmiały uśmiech Mona Lizy
Miasteczko, w który mieszkaliśmy – urzekające jak niejeden pejzaż Monet'a
Zakwaterowanie – przeszło wszelkie moje oczekiwania
Ekipa – całe szczęście nie z Warsaw Shore (!), ale jak zawsze najlepsza na świecie i w tym miejscu bardzo chciałabym podziękować wszystkim za genialnie spędzony czas! :)

Z racji mojej choroby lokomocyjnej wizja 12h w aucie nie była pocieszająca, ale myśl, że i tak jest to połowa drogi jaką pokonywaliśmy do Francji jakoś trzymała mnie przy życiu.
Całe szczęście posiadam magiczną zdolność natychmiastowego zasypiania w aucie, co M. ma mi chyba za złe – kiepski ze mnie kompan podróży samochodowych.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce od razu postanowiliśmy zaznajomić się z okolicą – zadziwiające jest to, że wszystkie domki miały tynk w idealnym stanie – śmialiśmy się, że chyba odnawiają elewacje co roku (nie widzę innego wytłumaczenia na to :P).






Jedynym minusem z racji mojej choroby lokomocyjnej był fakt, że musieliśmy dojeżdżać ponad godzinę ski busem na sam lodowiec – podczas poprzednich wyjazdów wyciągi były praktycznie pod nosem – ale jakoś dałam radę (uwaga kryptoreklama – albo lokowanie produktu, jak kto woli:P) AVIOMARIN i do przodu :P
Kiedy już się zobaczy widoki to nawet mdłości przechodzą jak ręką odjął :)
W dolinie trwała wiosna w najlepsze, a na szczytach było jeszcze ponad 2 metry śniegu i piękna genialna słoneczna pogoda (w tym miejscu chcę pogratulować sobie za brak filtra przeciwsłonecznego ... ZASADA NUMER 1 W GÓRACH – ZAWSZE MIEJ FILTR I TO JAK NAJWYŻSZY!! -w innym przypadku spalisz sobie skórę tak jak ja ... )

Jakbyście nie wiedzieli to jest właśnie poza zdobywcy ;P






Słodki jeżu - stoję jak sierota:P


Jestem niemalże pewna, że właśnie wtedy podarłam spodnie :P






Po dwóch dniach jeżdżenia w Kaunertal postanowiliśmy skorzystać z możliwości pojeżdżenia kawałek dalej w Pitztal – i tam było idealnie – wierzcie mi to słowo wcale nie jest przesadzone!
Jeszcze wyżej, jeszcze szerzej i jeszcze więcej śniegu!







Chciałam zrobić aniołka, ale okazało się, że śnieg jest tak zmrożony, że nie dało rady :P



Jedno z moich ulubionych zdjęć  z M. <3


W drodze powrotnej nie dość, że prawie zaliczyliśmy kolizję z traktorem (jeżdżą po tym wąskich ulicach jak szaleni!) to zupełnie przypadkowo dostrzegliśmy kolejny zapierający dech w piersiach widok




Trzeciego dnia natomiast zrobiliśmy sobie przerwę, żeby nie zajechać się do końca i skorzystaliśmy z początkowo pięknej pogody na spacer po górach na czerwonym szlaku – sama byłam zdziwiona, że aż tak ciężko się będzie wchodzić.












Po kolejnych dniach ciężkiego wysiłku fizycznego wpadliśmy na pomysł urządzenia sobie grilla – Pszemek nie dość, że miał wspomnianego grilla, to jeszcze miał węgiel i podpałkę (rozpałką tego nazwać nie można było). Z racji, że mięsa nie jem uraczyłam się pysznym chlebkiem z grilla, natomiast reszta zajadała te kiełbasy – zupełnie przypadkowo kojarzy mi się to z Conchitą Wurst - smacznego :P hihi ( tak, tak Eurowizję też oglądaliśmy z ojczyzny Muszelki Kiełbasy:P)
Wracając z tej jakże zacnej imprezy stworzyliśmy kolejną dyscyplinę olimpijską – kelnerstwo alpejskie – czyli jak donieść do domu brudne talerze :D











Genialną sprawą w Austrii jest również świetnie zorganizowane miejsce do wypoczynku na stoku – wybór jedzenia spory – darmowe wifi i wiele innych udogodnień.
M. zaserwował mi Kaiserschmarren, w którym się od razu zakochałam! To takie szarpane naleśniki z cukrem pudrem z przecierem jabłkowym – mogłabym to jeść codziennie!:)



Wieczory mijały nam na whisky lub piwkach i tak nam ten tydzień minął niestety bardzo szybko .... Po tym wyjeździe wiem jedno, że powinniśmy się uczyć od Austriaków szacunku do drugiego człowieka przede wszystkim! Wierzcie mi lub nie, ale ludzie potrafili zostawić swój sprzęt oraz ubrania bez żadnego nadzoru i iść na stok na parę godzin i nikt nie bał się o to, że zostanie okradziony! Poza tym powinniśmy się uczyć porządku i dbania o swoje otoczenie – wszystko tam jest zadbane i czyste, aż miło usiąść bez myślenia, czy przypadkiem ławka jest opluta, brudna itp!
Podsumowując jeśli kochasz góry, kochasz po nich chodzić, jeździć cokolwiek koniecznie wybierz się do Austrii, a zakochasz się w niej tak jak ja!:)

J.

PS.
Podarłam swoje spodnie snowboardowe, ktoś widział ładne spodnie na allegro, czy gdzieś ?:P Może ktoś chce sprzedać ?:P


10 komentarzy:

  1. dobrze, że wróciłaś, bo blog już pajęczyną zaszedł :P

    piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pajęczyną to chyba mało powiedziane :P heheh

      Usuń
  2. Zdjęcia są totalnie niesamowite! Fajnie, że miałaś okazję takiego wyjazdu. Ale dobrze, że już jesteś z powrotem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi tak dalej będziecie pisać, że dobrze, że wróciłam to już nigdzie nie wyjadę i nie będę miała takich ładnych zdjęć:P

      Usuń
  3. Widoki nieziemskie. Najbardziej zachwyca kontrast. U góry głębokie śniegi, w dolinach bujnie zielono. Sama, jako posiadaczka boazerii, nie mialam jeszcze okazji zjeżdżać z lodowca. A chciałabym, chciała....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że nie ciężko znaleźć tani wyjazd w takie miejsce :) wychodzi mniej więcej tak samo jak tydzien spedzony w polsce w górach, a może nawet taniej :)

      Usuń
  4. Świetny klimat, piękne widoki ten grill. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam wyjazd w tamte strony :)

      Usuń
  5. o kurcze, świetnie! chociaż lodowiec wydaje mi sie, ze taka wyprawa to nie dla mnie, nie dość ze zmarżluch to jeszcze zero sportów zimowych, ani odpowiedniej odzieży, ale kiedys moze spróbuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo myślałam, że to totalnie nie dla mnie. Jednak się przekonałam:) Oczywiście nie będę zmuszać, ale gorąco polecam! :)

      Usuń